Rzym, ach Rzym…

Kilka dni temu wróciliśmy z urlopu, który spędzaliśmy w Rzymie. Było pięknie, smacznie, historycznie i gorąco. Chciałabym się dziś podzielić z Wami moimi wrażeniami, kulinarnymi i nie tylko.                                                           

 

Zwiedzanie Rzymu

Po pierwsze Watykan.

Miejsce przepiękne, pełne przepychu, sarkofagów, rzeźb, dzieł sztuki i pięknych ogrodów. Z całą pewnością ludzie wszystkich wiar zachwycą się pięknem tego małego państwa. Oprócz zwiedzenia muzeów watykańskich oraz Kaplicy Sykstyńskiej, w której tak na marginesie obowiązuje całkowity zakaz robienia zdjęć i skromny strój (mężczyźni długie spodnie i zakryte ramiona, kobiety spódnica zakrywająca kolana lub spodnie i oczywiście zakryte ramiona), a szkoda bo miejsce przecudowne, z całym sufitem pełnym dzieł Michała Anioła. I oczywiście ze słynnym malunkiem Stworzenia świata na środku, aż chciałoby się uwieczni to na zdjęciu. Wracając, oprócz zwiedzenia tego o czym mówiłam powyżej wspięliśmy się na sam szczyt Kopuły Bazyliki św. Piotra. Wspięliśmy... omal ducha nie wyzionęłam, ale było warto. I tutaj mała rada, nie żałujcie grosza i zdecydowanie jedźcie windą! Skraca to drogę o 200 schodów, co w tym przypadku jest wielkim luksusem! No więc wjechaliśmy windą, przebyliśmy pozostałe 320 krętych, wąskich, kosmicznie śliskich schodów i dotarliśmy.  Stojąc na górze widać przecudownie całą panoramę Rzymu, plac Świętego Piotra, który poraża swoim ogromem oraz piękne, barwne ogrody papieskie. Twarz sama się śmieje.

Po drugie Antyczny Rzym

Ogromne ruiny, wielkie Colosseum, cudowny, najstarszy plac miejski w Rzymie Forum Romanum. Trzeba przyznać że Cezar miał gest i z całą pewnością lubił porażać lud swoim bogactwem. Musze przyznać, że ani zdjęcia, ani nawet najbardziej barwne opowieści nie oddają w pełni ogromu i piękna Antycznego miasta. Musicie zobaczyć to sami! Zwiedzając je nie omińcie odwiedzenia tarasu widokowego, z którego doskonale widać wszystkie mury i ich ogrom.

Po trzecie Fontanny

W całym mieście jest ich mnóstwo, mistrzowsko rzeźbionych dzieł sztuki pełnych przeróżnych monet wrzucanych przez ludzi na szczęście. Przyznam się, że sama byłam w szoku gdy moim oczom ukazały się tak liczne i tak piękne fontanny, ale moje serce skradła barokowa fontanna di Trevi. Cudna! A tak na marginesie wyczytałam ostatnio na onet.pl iż dzięki monetą wrzucanym do niej na szczęście, zarabia na siebie lepiej niż kilka muzeów w Rzymie - w ubiegłym roku wyłowiono z niej monety o łącznej wartości 1,4 mln euro. Szok co?!

Po czwarte Vittoriano

Czyli Ołtarz ojczyzny mieszczący się na rzymskim Kapitolu. To jest dopiero potęga! Wielki kolos a na nim wielkie konie, z wielkimi postaciami. Stojąc u jego podnóży czujesz się małą mrówką, nie mogącą uwierzyć w to co widzi nad sobą. Za niewielką opłatą 7 euro można wjechać na samą górę, tego że kolosa i zdecydowania polecam każdemu! Będąc do góry przekonujesz się, że te wielkie konie które widziałeś z dołu są sto razy większe niż myślałeś, zastanawiasz się jak one właściwie wylądowały tak wysoko w jednym kawałku, w czasach w których pewnie jeszcze dźwigów nie było... Gdy już się otrząśniesz odwracasz głowę i Twoim oczom ukazuje się piękna panorama miasta. Z jednej strony cały antyczny Rzym z górami w tle, z drugiej Kapitol, piękne budynki i dachy Bazyliki świętego Piotra. Pięknie!

By uczcić i uszanować moc Vittoriano na terenie obiektu obowiązuje zakaz siadania i spożywania posiłków.

 

A po piąte Panteon, Bazylika świętego Pawła za murami, urokliwe uliczki, stare rynki i place pełne turystów...

Urokliwe uliczki tak, to jest to co urzekło mnie najbardziej. Wąskie przejścia pomiędzy, starymi, mającymi dusze budynkami, przy każdym budynku sznur małych i nieco większych samochodów, stoliki restauracyjne i kelnerzy krzyczący Bonasiera i nawołujący ręką by przyjść zjeść właśnie w ich restauracji. Małe sklepiki po brzegi wypełnione towarem, miliony skuterów mknących na oślep, bez żadnych zasad przed siebie. Gwarny śmiech turystów, kolorowo, wielokulturowo, wielojęzykowo, przyjaźnie. Spacerując czujesz się bezpiecznie, spokojnie tak jakbyś przeniósł się w inny wymiar. Mimo tłumów gnających przed siebie czas jakby zwolnił pozwalając cieszyć się pięknem miasta.

 

Kuchnia włoska

Tak wiem poniosło mnie trochę to w końcu blog kulinarny więc wypadało by pisać o jedzeniu.

Potrawy

Jedzenie pyszne, świeże, pachnące, cudowne w swej prostocie. Makarony al dente, z niewielką ilością sosu, przyprawione ziołami, pieprzem, parmezanem pozwalały odpłynąć, a przy tym mimo dość obszernych porcji nie czujesz się pełny, a najedzony i przede wszystkim zadowolony. Zaskakująco lekkie.

Pizza, włoski numer jeden. Bardzo cienkie ciasto, w smaku przypominające nasze podpłomyki podane z sosem pomidorowym i niewielką ilością dodatków. Dla nas Polaków, przyzwyczajonych do grubych pizz, na wysokim drożdżowym cieście może się wydawać że się nie najemy, nic bardziej mylnego! Wbrew pozorom jedząc włoską pizzę z opalanego drewnem pieca nie brakuje Ci sosu! A tak swoją drogą Kochani ten sos czosnkowy, który tak wszyscy lubimy zabija cały smak potrawy którą z nim jemy, dominuje ją.

Oczywiście nie byłabym sobą gdybym nie zjadła solidnej porcji mięska i tak spróbowałam Osso bucco (gicz jagnięca w sosie pomidorowym z duszonymi pieczarkami). Przyznam się, że przygotowywałam sobie wcześnie kilkakrotnie, ale zdecydowanie oryginalny smak włoski wygrał. Kolejnym mięskiem, które próbowałam  był ogon wołowy duszony, dobry ale jak to mój brat mówi smakował jak gotowana szyja z indyka.

Krem z pomidorów, naturalnie pomidorowy, dość kwaśny, delikatnie przyprawiany. Pyszny!

Minestrone lekka, przepełniona warzywami, domowa zupa.

Tiramisu, panna cotta zaliczone, smakowite, jednak muszę przyznać, że wielu naszych knajpach i pewnie domach robimy równie dobre. A do deseru kawa! A kawa znakomita, mocna, aromatyczna, pachnąca, nawet ta z automatu na stacji metra przebijała niejedną kawę w modnej u nas restauracji.

Restauracje i kawiarenki

Restauracje i kawiarenki niczym z filmów, pełne klimatu. Często prowadzone przez całe rodziny, bez wielkiej pompy, chodzi o to by zjeść i poczuć się jak w domu, pełne owoców, przystawek, win, świeżych ryb. Inne nieco bardziej eleganckie, z kelnerami ubranymi w białe koszule i muchy, ale i w nich czujesz się swojsko. W każdym z miejsc w których jedliśmy dało się odczuć włoski temperament, tak dla przykładu w pierwszej, dość eleganckiej restauracji manager kłócił się z klientem o zbyt duży rachunek, panowie machając rękami, wykrzykując po włosku omal nie dali sobie w twarz po czym podali sobie rękę, poklepali po plecach, manager podarł rachunek i każdy z uśmiechem na twarzy odszedł w swoją stronę. Piękne, prawdziwe i całkowicie pasujące mojemu charakterowi. Druga mniejsza knajpa, nieco na uboczu. Ojciec, syn,matka wszyscy ubrani jak gdyby byli w domu, obsługują nas. Dostajemy wodę, jedzenie i jemy. A tu nagle matka życząc nam smacznego siada przy stoliku obok i odpala papierosa, za nią wychodzi syn z ojcem i głośno komentując obserwują skuterową wycieczkę. Między nimi my i nasze pizze. U nas nie do pomyślenia, tam normalna rzecz! I to mi się podoba, prawdziwie ludzie, prawdziwe życie, nic na siłę, zero udawania.

Zwiedzając Rzym, nie odmówiliśmy sobie również wypicia doskonałej kawy w najsłynniejszej i najstarszej kawiarni (otwarta została w 1760 roku) w mieście Antico Caffe Grecko. Bardzo klimatyczne miejsce z profesjonalną obsługą. Oprócz delektowania się kawą i deserem przy tradycyjnym stoliku można skorzystać z szybszej wersji i wypić kawę przy barze. Wyspecjalizowana baristka dosłownie z prędkością światła przygotowuje i serwuje kawę kolejnym gościom ustawiającym się w długiej kolejce. Uważam, że jest to obowiązkowy punkt na kulinarnej mapie Rzymu. Miejsce to odwiedzali m.in.  Adam Mickiewicz, Juliusz Słowacki, Cyprian Kamil Norwid, Henryk Sienkiewicz, bracia Aleksander i Maksymilian Gierymscy, Stendhal, Goethe, Byron, Liszt, Keats, Ibsen, Andersen, Mendelssohn, Wagner- świadczą o tym fotografie wywieszone na ścianach kawiarni.

Campo de fiori

Mówiąc o jedzeniu nie moge zapomnieć o Piazza Campo de fiori, a raczej o targu znajdującym się tam. Stragany pełne makaronów o różnych kolorach, rozmiarach i krztałtach, multum pachnących z daleka przypraw, rozmaite oliwy, pasty, pesta, alkohole, zioła, warzywa i owoce. Warzywa świeże pachnące, sprzedawane na sztuki lub pocięte, gotowe do wrzucenia na grilla. Z każdego straganu dobiegają głosy sprzedawców nawołujących do kupienia u nich (a swoją droga za tanio to oni tam nie mają ;)). I tak spośród wielu języków wyłonił się nasz język rodzimy, a należał on do Leszka. I jemu też muszę poświęcić chwilę, a mianowicie dlatego że jego stragan z nim w tle miał swoje 5 minut w filmie Almodovara "Zakochani w Rzymie". A nie dziwi mnie to wcale, ponieważ jego stoisko było najbardziej barwne i pełne zwykłych ale i tch ciekawszych warzyw i owoców. Miał u siebie kasztany jadalne, trufle, kolorowe kukurydze ale i rabarbar, którego jak sam mówi uczy Włochów. "W Rzymie jestem przelotem, 25 lat"-mówi. Jak przystało na prawdziwego sprzedawce targowego, mimo miłej rozmowy i ciekawych anegdot, w sprytny sposób przekonał nas do kupienia świeżo wyciskanego soku z granatu. Leszku masz racje, jest pyszny!

Z całą pewnością moge stwierdzić że doskonałość tkwi w prostocie. A proste wbrew pozorom nie zawsze jest tak proste jak nam się wydaje. Na koniec dodam jeszcze słówko o Limoncello, bo gdyby tego nie zrobiła moi panowie by mi nie wybaczyli. Limoncello cholernie mocne, bardzo cytrynowe, alkoholowe rzymskie cudo. Podobno dobre ;). Spotkać je można praktycznie wszędzie, w różnych kolorach i z różnymi owocami, w dużych, małych, wąskich i okragłych buteleczkach. Tak mi się wydaje, że to ich taka mała duma narodowa ;).

Kończąc chce Wam powiedzieć, że warto a nawet trzeba zwiedzić i zobaczyć. Rzym to magiczne miasto!

Przydatne

Wszystkim, którzy chcą się wybrać do Rzymu lub właśnie tam wylądowali szczerze polecam zakupić wszystkie możliwe bilety wstępu przez internet. Skraca to czas oczekiwania w długich kolejkach do minimum, a przypomnę że zwiedzaniu towarzyszy upał przekraczający 30 stopni, nie potrzebne jest Wam męczenie się przez godzinę stojąc tylko w kolejce. Nie żałujcie też grosza i dopłaćcie aby wejść skróconą kolejką, to są zaledwie 2-3 euro, a uwierzcie mi ominięcie kolejki bardzo dużo daje w tym upale.

Zabierzcie ze sobą butelkę! W całym Rzymie i Watykanie są jak to my mówimy "gejzerki" czyli kraniki z wodą pitną. Oczywiście można kupić też wodę w sklepie czy od miejscowych cinkciarzy, ale uwierzcie mi cały dzień zwiedzając, w żarze spadającym z nieba wydalibyście kroicie. Kraniki pozwalają tego uniknąć, woda jest czysta, zimna i chwilami jest jak Dar z nieba ;).

Jadając w restauracjach musicie się z tym liczyć, że zostanie Wam doliczona opłata za serwis czyli inaczej mówiąc opłata za przygotowanie stolika dla gościa, często połączona z narzuconym z góry napiwkiem dla kelnera  w wysokości około 2 euro od osoby/ czasem od stolika. Jeżeli chcecie tego uniknąć bierzcie jedzenie na wynos lub jadajcie w FoodTruckach lub sieciowych fast foodach.

Zabierzcie ze sobą wygodne buty, niby oczywiste, a jednak nie dla wszystkich.

Koniecznie ubierajcie czapki, kapelusze, chusty chronią głowę przed udarem słonecznym, który w takim klimacie jest bardzo możliwy. Jeżeli nie macie okrycia głowy przy sobie, możecie zakupić kapelusz słomowy, który sprzedają na każdym rogu (10-15 euro). PS. Gdy wieje trzymajcie go ręką, mój niestety poleciał i spoczął gdzieś na antycznych murach.

Strzeżcie się publicznych toalet, po prostu!

Jeżeli wybierzecie się nad morze, pamiętajcie że większość plaż jest płatna. Publiczne plaże zaczynają się od numeru 144, który jest w odległości około 1km od stacji metra. Od centrum Rzymu metrem jedzie się około 30 minut. Plaże płatne piękne, publiczne nieco mniej, ale czarny mieniący się piasek zachwyca i bardzo parzy ;).

 

Opublikowane w Ciekawostki i otagowane: , , , , , , , , , .